Mój fanpage ♫

https://www.facebook.com/amoursucrette - jeśli ktoś chce być na bieżąco w sprawie nowych rozdziałów. Zapraszam ♥

środa, 25 lutego 2015

Rozdział XXXVIII

    - Siemasz Jess! - pomachała mi, kiedy wyszłam ze szkoły.
- Hej Rozalio - uśmiechnęłam się i ruszyłam w jej stronę.
- Widzę, że już masz lepszy humor - odwzajemniła uśmiech.
- Mniej więcej - odparłam i ruszyłyśmy w kierunku kafejki, która stała obok szkoły. Rozalia opowiadała mi, jaki to cudowny prezent ma wymyślić Leo na ich drugą rocznicę.
- A ty co wymyśliłaś dla niego? - spytałam, siadając przy stoliku.
- Mam mały dylemat, ale na razie i tak nic nie powiem - uśmiechnęła się tajemniczo - A tak w ogóle, to ciekawi mnie sprawa pomiędzy tobą a Lysem - ściszyła głos.
- Ja i Lys? Daj spokój, Rozalio - zmieszałam się i uciekłam wzrokiem w bok. Miałam wrażenie, że jej spojrzenie prześwietla mnie na wylot.
- Oj nie dam ci tak łatwo z tym spokoju. Widzę po tobie, że coś się dzieje - powiedziała poważnym tonem.
"Rozalio, proszę zmień temat!" - starałam się wysłać mój przekaz myślowy do białowłosej.
- Nie, przecież nic się nie dzieje - machnęłam ręką.
- Nie chcesz mówić, to nie - powiedziała obrażona - Ale odpowiedz mi na jedno małe pytanko.
- Słucham - odparłam ostrożnie. Z nią to nigdy nic nie wiadomo.
- Powiedz, lubisz Lysa? - zaśmiała się.
- Noo.. tak, czemu nie? Jest miły, nie narzuca się, więc czemu miałabym go nie lubić? - wzruszyłam ramionami. 
- Miło mi to słyszeć - usłyszałam ciepły głos za plecami. Natychmiast poderwałam się z krzesła, przewracając swoją szklankę. Oczywiście cała lemoniada którą zamówiłam znalazła się na mojej bluzce. Szczęście, że nie zamówiłam kawy, albo gorącej czekolady. Oderwałam wzrok od bluzki i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję twarzą w twarz z.. Lysandrem. Zrobiło mi się słabo.
- Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem - uśmiechnął się i podał mi chusteczki.
- Nie, no co ty.. bo właśnie ja.. no ten.. rozmawiałyśmy sobie i.. po prostu się ciebie nie spodziewałam.
Świetnie. Po prostu wspaniale. Nie mógł sobie wybrać lepszego momentu. A ja jak ta idiotka, nawet nie umiem się wysłowić. Teraz Rozalia na pewno nie uwierzy, że nic się nie dzieje. Spojrzałam na nią. Wydawała się całkiem rozbawiona tą sytuacją. Posłałam jej spojrzenie wyrażające chęć mordu, ale chyba tego nie zauważyła.
- Och Lys, jak zwykle świetne wyczucie czasu - zaśmiała się białowłosa.
- Uznam to za komplement - uśmiechnął się i spojrzał na mnie - Wybacz mi Jessico za tą bluzkę.
- Nic się nie stało, przeżyję jakoś - starałam się mówić spokojnie, jednak w środku się we mnie gotowało. Roza  specjalnie zadała to pytanie, widziała Lysa, jak stał za mną. Czasami była naprawdę wkurzająca.
- Jess powinnaś się przebrać - zauważyła inteligentnie Rozalia.
- Tak, wiem. Dlatego wrócę już do domu - wzięłam swoją torbę i ruszyłam w kierunku parku.
- Czekaj, odprowadzę cię - zaproponował Lys
- Nie trzeba, trafię do domu - starałam się unikać spojrzenia mu w twarz.
- No daj spokój Jess. Pójdę z wami - uśmiechnęła się Roza.
- Nie, naprawdę nie trzeba. Do jutra! - pomachałam im i szybko się oddaliłam. Nie tak wyobrażałam sobie naszą rozmowę z Rozalią. W ogóle nie miałam ochoty spotykać dzisiaj Lysa. Chciałam już jak najszybciej znaleźć się w domu.
- Cześć Jessie! - usłyszałam znajomy głos za sobą. Oprócz mojej mamy tylko jedna osoba zwraca się do mnie tym zdrobnieniem.
- Ken? Co tu robisz? 
- Właśnie szedłem do ciebie. Co ci się stało? - spytał patrząc na moją bluzkę.
- A to. Taki mały wypadek - wzruszyłam ramionami.
- Oj, chyba dzisiaj nie wszystko poszło po twojej myśli - powiedział, patrząc mi w twarz. Nie wiedziałam, czy ma na myśli rozlanie soku, czy domyślił się czegoś więcej. 
Zaraz, jak mógłby się czegoś jeszcze domyślać? Z pewnością chodzi mu o ten wypadek.
- Nie zawsze wszystko się układa - mruknęłam.
- Co powiedziałaś? 
- Nic, nic. Mówiłeś, że idziesz do mnie - zmieniłam temat.
- No właśnie, chciałem się z tobą pożegnać - uśmiechnął się smutno.
- Dlaczego? Wracasz do domu?
- Nie, po prostu tata zapisał mnie do szkoły wojskowej. Stwierdził, że muszę w końcu stać się mężczyzną - westchnął ciężko. 
Rozumiałam go. Odkąd pamiętam, jego tata wypominał mu, że zachowuje się jak dziewczyna. No cóż, Ken od zawsze był trochę.. wrażliwy.
- A kiedy zamierzasz wracać?
- Sam nie wiem, ile to potrwa. Ale może to nie jest taki zły pomysł. Wprawdzie, długo się nie zobaczymy, ale przynajmniej jak wrócę, będę w końcu mógł cię bronić - powiedział z dumą.
Mimowolnie się zaśmiałam. Ken od zawsze wyobrażał sobie, że ratuje mnie przed jakimś niebezpieczeństwem, a ja w podziękowaniu rzucam się mu w ramiona. Nie raz zwierzał mi się z własnych.. hmm marzeń. Mimo wszystko, lubiłam go. Taka mała ciapa, ale zawsze szczera i z dobrymi chęciami. 
- Być może - uśmiechnęłam się - Kiedy wyjeżdżasz?
- Dziś wieczór.
- No cóż, to trzymaj się jakoś Ken - podałam mu rękę.
- Och Jessie, będę tęsknił - rzucił się na mnie i mocno przytulił. Byłam tym strasznie zaskoczona, ale odwzajemniłam uścisk.
- Ja też - wyszeptałam.
- Jessie, mimo wszystko, pamiętaj że zawsze będzie mi na tobie zależeć - spojrzał mi w twarz.
Milczałam. Dobrze wiem, że nie jestem obojętna dla Kena. Ale ja nie darzyłam go takimi samymi uczuciami. Zawsze traktowałam go jak młodszego brata, mimo iż byliśmy w tym samym wieku.
- Pamiętam. Na razie Ken.
- Do widzenia, Jessie - powiedział i każde z nas ruszyło w swoją stronę.

- Jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu.
- To wspaniale - ciotka wychyliła się z kuchni. Poczułam mocny zapach cynamonu i cukru.
- Czyżby szarlotka? - zaśmiałam się.
- Zgadłaś. Sam Eric zrobił - ciocia uśmiechnęła się z dumą
- A to nie wiem, czy mam ochotę jej próbować - powiedziałam ruszając w stronę schodów.
- Słyszałem! - z pokoju obok wychylił się mój brat.
- Wiem, specjalnie powiedziałam to głośno - rzuciłam mu tryumfalne spojrzenie i zamknęłam się w pokoju.
Zrezygnowana, rzuciłam się na łóżko. Wszystkie dzisiejsze sytuacje, które miały miejsce, to trochę za dużo nawet jak dla mnie. Co miał na myśli Lys, mówiąc "Ja też"? Ale nie to było najgorsze. Znacznie bardziej przygnębiające było to, że Lysander powiedział, że ukrywam swoje uczucia. Czyżby mnie przejrzał? Nie, niemożliwe. On tylko się za mną drażni. Po prostu bawi go to. Muszę bardziej na niego uważać. Jeżeli spostrzeże, że to prawda.. nie mogę do tego dopuścić. 

6 komentarzy:

  1. Ah te poczucie czasu :D. Hahaha nie wiem co tu napisać gdyż to jest super ^^. Czekam na dalszy los i weny :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłabym czytać tą cudowną scenę z Lysem i Jess w kafejce godzinami! Jest po prostu tak urocza i tak ciapowata! A wgl to w końcu doczekałam się tego, że Ken wyjeżdza do szkoły wojskowej i wraca jako przystojniak <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle super rozdział.Tylko szkoda,że taki krótki:(Ale mam nadzieję,że następny będzie długi:)

    OdpowiedzUsuń